Maria

 

Siedzisz w kuchni, liczysz kartofle:

przy tobie brat, starszy:

rachunek w sklepiku, podarte pantofle:

nie starczy...

 

W dzień sprzedajesz mydełka, po znajomych, po obcych

(dlaczego przestali być mili?).

"Nie trzeba? Do widzenia." I znajdziesz się w kropce:

do innych zadzwonisz po chwili.

Wieczorem kelnerka. "Pół czarnej?", "Pół czarnej."

Podasz i chwilę spokój.

Stoisz ze sztucznym uśmiechem i z charme'em,

i z łezką w oku.

Może w nocy przyjdzie Gestapo?

Wstaniesz blada, z płaczącą córką,

kiedy będą plugawą łapą

przetrząsać moje biurko.

Co ta wojna w tobie zabiła?

Nie ma mnie, nie ma teatru...

Wołam do ciebie, miła,

wołaniem wiatru.

http://www.broniewski.poezja.prv.pl